1. Powiedzcie, czy zauważacie różnice między tym poprawionym rozdziałem, a tym który był na moim poprzednim blogu
2. Yes! Zmieniłam tytuł rozdziału. Lepszy- krótszy.
3. Czy podoba wam się poprawiona wersja?
I teraz info:
1. Raline ma karę na kompa- nie wiem na jak długo
2. Na stronie "Fanfict" znajdziecie ten rozdział (tylko. Nie będzie opisów kolejnych części ani tej (wszystkie napisane od nowa, ale nie bendę narazie przepisywać)
3. Teraz będzie troszkę inaczej. Jak skończę jedną część, pojawi się opis drugiej. Za dużo tajemnic zdradzę wam poprzez opisy.
4. Miłej lektury!
Była późna noc. Galanteria siedziała w swoim akademickim
pokoju, który był jej przydzielony. Mimo iż była ziemskim kucykiem była
zarejestrowania w spisie dzieci urodzonych w Clousdale. W przeciwieństwie do
innych kucyków w jej wieku nie miała Cuite Marka. Galanteria każdą noc marzyła
o lataniu. Wstała z łóżka i przestała płakać. Miała powody do łez. Ileż razy to
dzisiaj słyszała „zejdź mi z drogi ty ziemska pokrako”, „Może spróbujesz odnaleźć
swój talent w oraniu pola?” i tym podobne.
Stanęła przed lustrem. Była bardzo podobna do księżniczki Cadence.
Zawsze lubiła sobie wyobrażać, że jest jej córką, lub jakąś daleką krewną.
Ciało, niezauważalnie ciemniejsze od koloru ciała Cadance. Po bystrym
spojrzeniu lekko różowych oczu, można było wywnioskować jej mądrość. Grzywę
również miała podobną do Cadance, tylko że znacznie dłuższą. Galanteria
przyjrzała się sobie. Nie podobała się sobie. Brak CM i jej największego
marzenia- skrzydeł
-Ech…- westchnęła - Gdybym była pegazem spełniłabym swoje największe marzenie i nikt nie naśmiewałby się ze, że jestem ziemskim kucykiem i z nie mam talentu.
W tym momencie wybiła północ.
- Prędzej czy później ucieknę z stąd - mówiła sama do siebie - To nie jest moje miejsce. Ciągle się ze mnie naśmiewają i dokuczają mi.
Galanteria zasnęła. Znikąd w jej pokoju znalazł się czarny, potężny alicorn. Miał na sobie długą czarną pelerynę i pas z pochwą na miecz. Podszedł do biurka i otworzył pamiętnik. Przeczytał go w parę sekund.
- Za parę miesięcy nie będą miały się z czego śmiać.
Zamknął pamiętnik. Jego róg zalśnił, a on sam zniknął.
***
Był przepiękny poranek. Ptaki śpiewały, a zwierzęta chodziły po całym podwórzu. Wszystkie uczennice były na dworze. Galanteria obudziła się. Szybko pobiegła dać torbę do klasy i poszła na podwórze. Zaraz kiedy wyszła, zaczepił ją czarny pegaz o ostro różowej grzywie.
- No, no proszę, proszę. Jeszcze nie wyjechałaś na wieś? Talent w oraniu pola to chyba najodpowiedniejsze dla takiej ziemskiej pokraki.
Wszyscy zaczęli się śmiać, tylko Galanteria szła z nisko opuszczoną głową. Pegazka nie wyglądała mile. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że lubi zadzierać i dokuczać młodszym. Była o 2 lata starsza od Galanterii.
- Daj sobie spokój Grand Diamond - powiedziała Galanteria
- A, bo co? Polecisz za mną?
Wszyscy znowu się zaśmiali. Galanteria była wściekła. Gniewnie spojrzała na Grand Diamond. Jej oczy przestały był lekko różowe, a przybrały zieloną barwę. Grand Diamond gwałtownie się odsunęła. To było niemożliwe! Ziemski kucyk, który czaruje? Galanteria wytworzyła wielki zielony krąg, który rozszerzał się z każdą chwilą. Grand Diamond stanęła dęba i potem opadła na ziemię.
***
- Galanterio - mówiła gniewnie pani Roses - Za to co zrobiłaś mojej najlepszej uczennicy powinnam cię wydalić z akademika, ale nie zrobię tego. Za to będziesz musiała od skończenia lekcji do 21:00 pracować w bibliotece.
- Ale… pani Roses ja nie chciałam… - ziemska klacz próbowała się jakoś wytłumaczyć.
- Nie kłam Galanterio! - krzyknęła
- A co z zadaniami? - zapytała nieśmiało
- Będziesz je odrabiała po 21 i to do końca roku!!
Galanteria nie chciała się stawiać. Wiedziała, że po starciu z Grand Diamond nikt jej nie uwierzy.
***
Galanteria przebywała w bibliotece. Jej łzy spadały na twardą, betonową podłogę.
- Gdyby byli tu moi rodzice - myślała. O rodzinie Galanterii nie było wiadomo nic. Kiedy podrzucili ją do sierocińca był tylko krótki liścik:
„ Proszę zaopiekować się Galanterią. „ I jeszcze kilka danych.
Tylko tyle wiedziała. Kiedy się urodziła, gdzie się urodziła. Nic więcej. Galanteria wiele razy myślała dlaczego ją porzucili. Nie była pegazem? Nieeee. Bardzo dziwiło ją to, że urodziła się w Clousdale i nie miała Cuite Marka. Do pomieszczenia weszła bibliotekarka. Miała białe, zgrabne ciało i piękną, złotą grzywę. Wysoka jak niejeden alicorn stanęła przed Galanterią.
- Dzień dobry pani Angel - Galanteria z trudem mówiła przez łzy
- Witaj Galanterio. Znowu pani Roses ukarała cię za nic?
- Tak.
Pani Angel była chyba jedyną osobą, która ją rozumiała. Kiedy rozmawiały żadna z nich nie zauważyła czarnego alicorna ukrywającego się za fontanną. Szkoła do której uczęszczała Galanteria była bardzo obszerna i bogata. Mieściła ona podstawówkę, gimnazjum, liceum i akademik oraz pokoje dla uczennic. Była ona tylko dla najinteligentniejszych. Biblioteka była jednym z większych pomieszczeń z fontanną w środku. Alicorn ukrywał się za jedną z rzeźb.
- Wie pani... -zaczęła nieśmiało Galanteria - Myślę, że mogę to pani powiedzieć, bo zdaje mi się, że pani nie uzna mnie za wariata.
- Mów.
-Czasami mi się zdaje, że pani Roses trzyma mnie tu tylko dlatego, że ma z tego zyski. Gdyby nie ten tajemniczy kucyk który przynosi pieniądze pani Roses dawno by mnie stąd wyrzuciła.
-Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? '- pomyślał czarny alicorn.
Dziwnym trafem 2 końcowe słowa myśli dostały się do uszu Galanterii.
- Kto tu jest?!! - krzyknęła
- Galanterio o co chodzi? - zapytała White Angel
- Teraz już napewno uzna mnie pani za dziwaka i wyśle do domu wariatów. Czasami dolatuje mnie kawałek myśli kogoś kogo nie znam. Czuję jego obecność dość często kiedy śpię.
- Nie będę uznawała cię za dziwaczkę Galnterio. Czegoś takiego nie można ignorować.
- Mam pewien pomysł - powiedziała Galanteria.
Jej oczy stały się zielone. Spod kopyt wylatywał dym o tym samym kolorze. Stanęła i uderzyła kopytami o beton z całych sił. Wytworzyło to wielki zielony krąg, który rozszerzał się w ułamkach sekundy. Alicornowi zaświecił róg. Postanowił się bronić z ukrycia. Ciężko było mu utrzymać na długo zielony krąg. Alicorn pomyślał słowa, które znaczyły naprawdę wiele:
- Czasie, przestrzeni. Pomóżcie.
Jego róg zaświecił jeszcze jaśniej, ale na tyle, że mógł pozostać nie dostrzeżony. Krąg zniknął w momencie.
- Widziałam go! - powiedziała Galanteria - Wielki, czarny alicorn z długą, czarną peleryną i mieczem u boku.
- Cały czarny??? - zapytała zdziwiona White Angel
-Ech…- westchnęła - Gdybym była pegazem spełniłabym swoje największe marzenie i nikt nie naśmiewałby się ze, że jestem ziemskim kucykiem i z nie mam talentu.
W tym momencie wybiła północ.
- Prędzej czy później ucieknę z stąd - mówiła sama do siebie - To nie jest moje miejsce. Ciągle się ze mnie naśmiewają i dokuczają mi.
Galanteria zasnęła. Znikąd w jej pokoju znalazł się czarny, potężny alicorn. Miał na sobie długą czarną pelerynę i pas z pochwą na miecz. Podszedł do biurka i otworzył pamiętnik. Przeczytał go w parę sekund.
- Za parę miesięcy nie będą miały się z czego śmiać.
Zamknął pamiętnik. Jego róg zalśnił, a on sam zniknął.
***
Był przepiękny poranek. Ptaki śpiewały, a zwierzęta chodziły po całym podwórzu. Wszystkie uczennice były na dworze. Galanteria obudziła się. Szybko pobiegła dać torbę do klasy i poszła na podwórze. Zaraz kiedy wyszła, zaczepił ją czarny pegaz o ostro różowej grzywie.
- No, no proszę, proszę. Jeszcze nie wyjechałaś na wieś? Talent w oraniu pola to chyba najodpowiedniejsze dla takiej ziemskiej pokraki.
Wszyscy zaczęli się śmiać, tylko Galanteria szła z nisko opuszczoną głową. Pegazka nie wyglądała mile. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że lubi zadzierać i dokuczać młodszym. Była o 2 lata starsza od Galanterii.
- Daj sobie spokój Grand Diamond - powiedziała Galanteria
- A, bo co? Polecisz za mną?
Wszyscy znowu się zaśmiali. Galanteria była wściekła. Gniewnie spojrzała na Grand Diamond. Jej oczy przestały był lekko różowe, a przybrały zieloną barwę. Grand Diamond gwałtownie się odsunęła. To było niemożliwe! Ziemski kucyk, który czaruje? Galanteria wytworzyła wielki zielony krąg, który rozszerzał się z każdą chwilą. Grand Diamond stanęła dęba i potem opadła na ziemię.
***
- Galanterio - mówiła gniewnie pani Roses - Za to co zrobiłaś mojej najlepszej uczennicy powinnam cię wydalić z akademika, ale nie zrobię tego. Za to będziesz musiała od skończenia lekcji do 21:00 pracować w bibliotece.
- Ale… pani Roses ja nie chciałam… - ziemska klacz próbowała się jakoś wytłumaczyć.
- Nie kłam Galanterio! - krzyknęła
- A co z zadaniami? - zapytała nieśmiało
- Będziesz je odrabiała po 21 i to do końca roku!!
Galanteria nie chciała się stawiać. Wiedziała, że po starciu z Grand Diamond nikt jej nie uwierzy.
***
Galanteria przebywała w bibliotece. Jej łzy spadały na twardą, betonową podłogę.
- Gdyby byli tu moi rodzice - myślała. O rodzinie Galanterii nie było wiadomo nic. Kiedy podrzucili ją do sierocińca był tylko krótki liścik:
„ Proszę zaopiekować się Galanterią. „ I jeszcze kilka danych.
Tylko tyle wiedziała. Kiedy się urodziła, gdzie się urodziła. Nic więcej. Galanteria wiele razy myślała dlaczego ją porzucili. Nie była pegazem? Nieeee. Bardzo dziwiło ją to, że urodziła się w Clousdale i nie miała Cuite Marka. Do pomieszczenia weszła bibliotekarka. Miała białe, zgrabne ciało i piękną, złotą grzywę. Wysoka jak niejeden alicorn stanęła przed Galanterią.
- Dzień dobry pani Angel - Galanteria z trudem mówiła przez łzy
- Witaj Galanterio. Znowu pani Roses ukarała cię za nic?
- Tak.
Pani Angel była chyba jedyną osobą, która ją rozumiała. Kiedy rozmawiały żadna z nich nie zauważyła czarnego alicorna ukrywającego się za fontanną. Szkoła do której uczęszczała Galanteria była bardzo obszerna i bogata. Mieściła ona podstawówkę, gimnazjum, liceum i akademik oraz pokoje dla uczennic. Była ona tylko dla najinteligentniejszych. Biblioteka była jednym z większych pomieszczeń z fontanną w środku. Alicorn ukrywał się za jedną z rzeźb.
- Wie pani... -zaczęła nieśmiało Galanteria - Myślę, że mogę to pani powiedzieć, bo zdaje mi się, że pani nie uzna mnie za wariata.
- Mów.
-Czasami mi się zdaje, że pani Roses trzyma mnie tu tylko dlatego, że ma z tego zyski. Gdyby nie ten tajemniczy kucyk który przynosi pieniądze pani Roses dawno by mnie stąd wyrzuciła.
-Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? '- pomyślał czarny alicorn.
Dziwnym trafem 2 końcowe słowa myśli dostały się do uszu Galanterii.
- Kto tu jest?!! - krzyknęła
- Galanterio o co chodzi? - zapytała White Angel
- Teraz już napewno uzna mnie pani za dziwaka i wyśle do domu wariatów. Czasami dolatuje mnie kawałek myśli kogoś kogo nie znam. Czuję jego obecność dość często kiedy śpię.
- Nie będę uznawała cię za dziwaczkę Galnterio. Czegoś takiego nie można ignorować.
- Mam pewien pomysł - powiedziała Galanteria.
Jej oczy stały się zielone. Spod kopyt wylatywał dym o tym samym kolorze. Stanęła i uderzyła kopytami o beton z całych sił. Wytworzyło to wielki zielony krąg, który rozszerzał się w ułamkach sekundy. Alicornowi zaświecił róg. Postanowił się bronić z ukrycia. Ciężko było mu utrzymać na długo zielony krąg. Alicorn pomyślał słowa, które znaczyły naprawdę wiele:
- Czasie, przestrzeni. Pomóżcie.
Jego róg zaświecił jeszcze jaśniej, ale na tyle, że mógł pozostać nie dostrzeżony. Krąg zniknął w momencie.
- Widziałam go! - powiedziała Galanteria - Wielki, czarny alicorn z długą, czarną peleryną i mieczem u boku.
- Cały czarny??? - zapytała zdziwiona White Angel
Klacz przez chwilę miała wrażenie, że Pani Angel go kiedyś
widziała
- Tak -odpowiedziała Galanteria.
- To dość dziwne, że w tak krótkim czasie powstrzymał takie potężne zaklęcie z kopyt ziemskiego kucyka. Wprawdzie krąg, który wytworzyłaś nie był skierowany przeciwko mnie czułam jego ogromną moc.
- Wcale się nie dziwię. Nie mam już sił... - powiedziała i opadła na betonową podłogę
White Angel natychmiast zaniosła ją do skrzydła szpitalnego.
- Tak -odpowiedziała Galanteria.
- To dość dziwne, że w tak krótkim czasie powstrzymał takie potężne zaklęcie z kopyt ziemskiego kucyka. Wprawdzie krąg, który wytworzyłaś nie był skierowany przeciwko mnie czułam jego ogromną moc.
- Wcale się nie dziwię. Nie mam już sił... - powiedziała i opadła na betonową podłogę
White Angel natychmiast zaniosła ją do skrzydła szpitalnego.
Super! Pisz, pisz, pisz Twadli! :3
OdpowiedzUsuńRóżnica...no nie wiem, i taki i taki rozdział jest super.
Tylko więcej szczegółów dodałaś :>
OdpowiedzUsuń