Oresion
usiadł na ziemi, wziął pióro i zaczął pośpiesznie notować coś w brązowym
dzienniczku Minty.
„Sytuacja
wymknęła się spod kontroli. Rano Minty wypytywała mnie o Rakotis. Powiedziałem
jej o niej, podziemnym mieście i o moim byłym (w każdym razie tak mi się
wydaje) stanowisku. Byłem jednym z mistrzów. A konkretniej Mistrzem Mądrości.
Genoverian był mistrzem urzędu. Ale to było kiedyś. Teraz przez dołączenie do
Rakotis... zresztą nieważne. Minty rano spytała mnie o kontakt.
-A jakich
warunkach?- zapytałem
-Warunkach?
-Co wiesz o
osobie z którą chcesz się skontaktować?
Popatrzyła
na mnie tak, jakby miała powiedzieć „praktycznie nic”
-Wiem, jak
wygląda.
-A imię?
-Ja... nie
wiem
-A więc
musisz czekać, aż sam zechce się z tobą skontaktować.
Nagle jej
oczy stały się białe, a róg zajaśniał złotą aurą. Uniosła się kilka centymetrów
nad ziemię. Miałem rację. Złotoaura. Złota aura u jednorożców to prawdziwa
rzadkość. Jedynie ci, którzy mieli kontakt z mistrzem mistrzów, albo którymś z jego sług ją mają. Nawet
sama Celestia posiada aurę żółtą, a nie złotą. Minty opadła na ziemię.
-Wojownicy
Rakotis zaraz tu będ...
W tej samej
chwili na polanę weszło chyba dwa i pół tuzina chanelingów. Przeklnąłem pod
nosem. Dowiedzieli się. Minty wyjęła łuk i czarami podpaliła kilka strzał.
Zabiła cztery chanterliny. Wciąż pozostało dwudziestu sześciu . Wyszeptałem
kilka zaklęć. Dwudziestu. Nie mieliśmy z nimi szans. Minty przeszła na magię.
Okazała się mądrzejsza ode mnie i użyła zaklęć ognia. Piętnastu. Minty zaczęła
tracić już siły. Jakiś chanterlin ugryzł ją w nogę. Źle, bardzo źle. Z trudem
wstała z ziemi. Jej róg ponownie zalśnił złotą aurą. Widziałem strach w jej
oczach. Używając typowego zaklęcia na takie stworzenia musiałaby zniszczyć
również mnie. Już wtedy wiedziałem, że się mylę. Ona stworzyła coś w rodzaju
tarczy. Jeśli jakiś chenterlin znalazł się w jej obrębie- ginął w płomieniach.
Ledwo stałem na nogach, ale żyłem. Jednak żyłem. Minty upadła na ziemię.
Podbiegłem do niej. Otworzyła oczy.
-Chciał,
żebym ci powiedziała...- wydusiła z trudem
-Tak?
-Że on ci
wybaczy
Straciła
przytomność. Nie mam wyjścia. Muszę zabrać ją do miasta. Nie znam odtrutki, a
tam będą wiedzieć jak jej pomóc. Uratowała mi życie, pora odwdzięczyć jej się
tym samym. Jedyną głupotą jest to, że prawdopodobnie ściągnę do miasta
Rakotis...
Oresion”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz