środa, 9 października 2013

Rozdział XIV Próba kontaktu

Szybko mi coś ostatnio idzie. Coś za szybko. Miłej lektury!



Oresion usiadł na ziemi, wziął pióro i zaczął pośpiesznie notować coś w brązowym dzienniczku Minty.
„Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Rano Minty wypytywała mnie o Rakotis. Powiedziałem jej o niej, podziemnym mieście i o moim byłym (w każdym razie tak mi się wydaje) stanowisku. Byłem jednym z mistrzów. A konkretniej Mistrzem Mądrości. Genoverian był mistrzem urzędu. Ale to było kiedyś. Teraz przez dołączenie do Rakotis... zresztą nieważne. Minty rano spytała mnie o kontakt.
-A jakich warunkach?- zapytałem
-Warunkach?
-Co wiesz o osobie z którą chcesz się skontaktować?
Popatrzyła na mnie tak, jakby miała powiedzieć „praktycznie nic”
-Wiem, jak wygląda.
-A imię?
-Ja... nie wiem
-A więc musisz czekać, aż sam zechce się z tobą skontaktować.
Nagle jej oczy stały się białe, a róg zajaśniał złotą aurą. Uniosła się kilka centymetrów nad ziemię. Miałem rację. Złotoaura. Złota aura u jednorożców to prawdziwa rzadkość. Jedynie ci, którzy mieli kontakt z mistrzem mistrzów, albo którymś z jego sług ją mają. Nawet sama Celestia posiada aurę żółtą, a nie złotą. Minty opadła na ziemię.
-Wojownicy Rakotis zaraz tu będ...
W tej samej chwili na polanę weszło chyba dwa i pół tuzina chanelingów. Przeklnąłem pod nosem. Dowiedzieli się. Minty wyjęła łuk i czarami podpaliła kilka strzał. Zabiła cztery chanterliny. Wciąż pozostało dwudziestu sześciu . Wyszeptałem kilka zaklęć. Dwudziestu. Nie mieliśmy z nimi szans. Minty przeszła na magię. Okazała się mądrzejsza ode mnie i użyła zaklęć ognia. Piętnastu. Minty zaczęła tracić już siły. Jakiś chanterlin ugryzł ją w nogę. Źle, bardzo źle. Z trudem wstała z ziemi. Jej róg ponownie zalśnił złotą aurą. Widziałem strach w jej oczach. Używając typowego zaklęcia na takie stworzenia musiałaby zniszczyć również mnie. Już wtedy wiedziałem, że się mylę. Ona stworzyła coś w rodzaju tarczy. Jeśli jakiś chenterlin znalazł się w jej obrębie- ginął w płomieniach. Ledwo stałem na nogach, ale żyłem. Jednak żyłem. Minty upadła na ziemię. Podbiegłem do niej. Otworzyła oczy.
-Chciał, żebym ci powiedziała...- wydusiła z trudem
-Tak?
-Że on ci wybaczy
Straciła przytomność. Nie mam wyjścia. Muszę zabrać ją do miasta. Nie znam odtrutki, a tam będą wiedzieć jak jej pomóc. Uratowała mi życie, pora odwdzięczyć jej się tym samym. Jedyną głupotą jest to, że prawdopodobnie ściągnę do miasta Rakotis...

                                                                                                                                               Oresion”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz