W przerażająco szybkim tempie trzeci rozdziałek :D Może skończę 1 część jeszcze w lipcu xD
Metan wpatrywała się w siostrę z nieukrywanym zdziwieniem. Miała w tak krótkim czasie osiągnąc coś niemożliwego? Stać się mistrzynią, najlepszą gitarzystką na świecie? Nie, to było niemożliwe. Nigdy nie pokona pewnie dorosłego mężczyzny, który pewnie gra na gitarze kilkanaście lat, ba, może nawet kilkadziesiąt. Wszystko było możliwe, bo miała zaledwie strzępek informacji. Sto tysięcy myśli nasuwało się, głowa pulsowała, czuła jakby przez jej głowę przebiegała klisz filmowa, czuła, że jeśli miałaby kiedykolwiek w głowie odtwarzasz MP3, w tym momencie słychać byłoby tam najsmutniejsze ballady na świecie.
Chciała uciekać, być z daleka od tego wszystkiego. Podeszła do szafy, otwierając ją na oścież. Ledwo wciśnięte do szafy ubrania już leżały na łóżku. Do wielkiej walizy zaczęła wpychać ubrania. To był koniec. Ledwo przyjechała do Nowego Jorku a już czuła się podle. Musiała koniecznie jechać do Los Angeles. Złapać najbliższy pociąg i zamieszkać znowu w bezpiecznym domu, razem z rodzicami, psem, przyjaciółmi...
Właśnie. Przyjaciele. Nie znała tu nikogo więc jak do cholery miałaby chodzić na te zajęcia? Sama?
Czego właściwie oczekuje Courtney? Że Metan potulnie zrobi z siebie pośmiewisko, prezentując znajomość zaledwie kilkunastu chwytów, granych na klasyku, którego słychać byłoby tylko z uchem przyciśniętym do otworu rezonansowego? Bo niby jak miałaby podłączyć wzmacniacz?
Już widziała gazety z wielkim nagłówkiem ,,Metan Walker: Nastolatka chcąca pobić Mistrza". Jakby tego było mało, on pobierał lekcję u geniusza gitarowego, a ona była samoukiem. Czy to było normalne, żeby stawać na drodze jakiemuś obcemu człowiekowi, może psychopacie na drodze do uzyskania szczęścia? Co z tego że wyleczy go z obsesji, a może wcale nie wyleczy, ponieważ będzie chciał za wszelką cenę wygrać?
Miała ochotę wsiąść do losowego autobusu i wyjechać jak najdalej od mieszkania siostry.
Wspaniałe zepsucie całego pobytu w ,,Wielkim Jabłku".
Musi wyjść niezauważona przez siostrę, ale w sumie w jaki sposób? Przecież zobaczy, że nie ma jej ubrań... ona miała klucze. Gdy Metan otworzy drzwi, będzie potrzebowała klucza by je znowu zamknąć, lub będzie musiała wyskoczyć przez okno co nie było zbyt mądre, zwłaszcza, że mieszkanie Courtney mieściło się na 4 piętrze...
Nawet skacząc z 2 miałaby poważny wypadek.
Więc co ma robić? Już miała zapakowaną walizkę, już otwierała drzwi swojego pokoju, gdy na drodze stanęła jej siostra.
-Mogę spytać co ty robisz?- z jej oczu miotały groźne błyski.
- A jak myślisz?- prychnęła drwiąco blondynka.
-Pewnie chciałaś ukraść klucze i uciec samochodem z miasta, co? Tylko cię zdziwię. Ani nie jesteś pełnoletnia by to robić, samochód nie jest rejestrowany na ciebie i nie znasz drogi do nikąd- zauważyła ciemnowłosa.
-Nie obchodzi mnie to. Wychodzę- Metan otworzyła drzwi wejściowe, ale Courtney zagrodziła jej drzwi-Co ty odwalasz? Może ja na serio wzięłam to co wczoraj mówiłaś?
-Bo mówiłam to na serio. Mogę cię zapewnić że byłam wtedy trzeźwa.- roześmiała się chłodno z kpiną w głosie.
-Jeszcze pamiętam, jaka byłaś w moim wieku. Nie uważaj się za nie wiadomo jak dorosłą, skoro jeszcze 3 lata temu policja przyprowadziła cię do domu w stanie wiadomo jakim- podniosła głos blondynka.
-To twoje błędy, ja za nie nie odpowiadam- wzruszyła ramionami Courtney.
Ney odwróciła się. Metan targała walizkę po schodach. Już była na półpiętrze, kiedy usłyszała cichy głos swojej siostry
-Jesteś tchórzem.
Metan przegryzła wargę. Robiła coś, za co rodzice srogo ją zrugają. Tak nie mogło być, ale musiała. Siostra narażała ją na niebezpieczeństwo. I to ona niby miała się nią zajmować? W dodatku wymyślała jakieś historie o gitarzystach, w które Metan wierzyła, ale szesnastolatka w końcu zrozumiała, że był to okrutny żart.
Roześmiała się boleśnie, czując,że zaraz zemdleje z gorąca.
Wyszła na zalany słońcem dziedziniec, wypatrując tabliczki z rozkładem jazdy dla tego przystanku.
,,New York- Brooklyn"
Jeszcze czego. Stamtąd na pewno nie trafi do Kaliforni.
,,New York- Newark"
Dość tani przejazd, ale to i tak za mało...
,,New York- Philadelphia"
Miała tam znajomych Courtney, z pewnością ją tam znajdzie...
Wpatrywała się w rozkład jazdy, kiedy znalazła małą tabliczkę z nazwą pewnego miasta w Kalifornii. Przejazd trwał bardzo długo, a kosztował kilkaset dolarów... i przesiadki. Wygrzebała portfel. Spojrzała. Miała tam tylko kilkadziesiąt dolarów...
-Chcesz jechać do Kalifornii?- Metan usłyszała ciepły głos.
Odwróciła się. Stał obok niej chłopak, prawdopodobnie w jej wieku. Uśmiechnął się.
-Mój kolega i ja prowadzimy przewóz kilkunastu osób do San Francisco. Możesz się dołączyć, przewozimy za kilkadziesiąt dolców- rzekł nieznajomy.
-Nie, stanowczo nie- opierała się Metan
-Czemu?- spytał.
-Po pierwsze: nie znam cię.Po drugie: Możesz mnie oszukać. Po trzecie: Te kilkadziesiąt dolarów to moje ostatnie oszczędności i jak je stracę, to zostanę bez niczego. Po czwarte: Nie jesteś Amerykaninem więc jaką mam pewność że twój kolega i ty wiecie jak dojechać do Kalifornii?- wyliczała szesnastolatka.
-Skąd wiesz że nie jestem Amerykaninem?- zdziwił się nieznajomy.
-Bo masz kanadyjski akcent - oznajmiła Metan- po piąte...
-Nie musisz wymieniać. Jak wolisz stać na tym gorącu, to stój. Nie złapiesz stopa z tą wielką walizą. A właśnie podjeżdża camper mojego kolegi. To cześć. Jak ktokolwiek będzie chciał uczciwie przewieść cię tyle kilometrów to powiedz- chłopak odszedł.
-Czekaj!- krzyknęła za nim Metan.
Odwrócił się.
-Ja pojadę z wami... ale jak okażesz się oszustem to dzwonię na policję.
-Gdybym był oszustem to postarałbym się najpierw zabrać ci telefon, żebys nie mogła wezwać pomocy- oznajmił chłopak.
Metan uniosła brwi.
Żartuje-roześmiał się- chodź. A tak w ogóle to jestem Cody. A ty?
-Moje imię nie jest ci do niczego potrzebne- odpowiedziała chłodno blondynka.
-Jak chcesz- wzruszył ramionami.
W środku campera siedziało dziewięć osób. Była tam kobieta o ciemnych lokach w jasnej sukience, dziewczyna w wieku Metan, zaczytana w jakieś książce, dwie bliźniaczki, w wieku około 20 lat, piszące SMSy, staruszek, która mocno spał, trzech rudowłosych chłopaków w wieku Metan, którzy rozmawiali dosyć głośno przez telefony i dziewczyna która pisała coś zawzięcie w swoim notatniku.
-Dzień dobry- przywitała się Metan.
Kilka osób kiwnęło głowami, lub zakaszlało. Wyraźnie nie mieli czasu na powitanie.
Metan usiadła obok piszącej dziewczyny, która rzuciła na nią spojrzenia znad notatnika i mruknęła coś niewyraźnie o ,,przeszkadzaniu zajętym osobom"
-Eee... przepraszam, mogę usiąść?- bąknęła Metan i usiadła obok czytającej dziewczyny. Ta kiwnęła głową, co miało chyba wyrażać aprobatę.
Cody odciągnął dziewczynę trochę na bok.
-Idę do przodu, muszę włączyć nawigację kierowcy... ma na imię Andrew, ale przedstawi ci się na postoju. Wiem że mogą być trochę... oschli, ale przyzwyczaisz się.
-Jasne- zgodziła się Metan i wróciła na miejsce.
Wyciągnęła z plecaka MP3, założyła słuchawki i po jakimś czasie zasnęła.
**********************
-Pozwoliłaś jej iść?! Dziewczyno, ona ma 16 lat, będziesz ty kiedyś poważna?!- mówiła przez telefon pani Walker.
-Mamo, ona jest... prawie dorosła i ma prawo popełniać błędy! Prawdopodobnie pojechała do cioci w Brooklynie, nie musisz się nią martwić! Mogę w każdej chwili do niej zadzwonić.-odpowiedziała lekko zdenerwowana Courtney.
-Nie o to chodzi czy jest dorosła czy nie jest, chodzi o to obiecałaś się nią zająć, a ona uciekła!- krzyczał pan Walker.
-Okay, okay, nie bójcie się, coś wymyślę. W końcu sama wróci, możecie być o to pewni- zapewniała ciemnowłosa.
-Mamy nadzieję. Jeśli nie to... niech do nas wróci, bo martwimy się o nią- głosy rodziców załamały się.
-Dobra, pa.
-Pa.
W tym samym czasie Metan powoli, bardzo powoli zbliżała się do Kalifornii.
TO JEST CZA-DO-WE! I szybko ci idzie.
OdpowiedzUsuń