poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział VII Postanowienie

Miłej lektury!



Minty ponownie otoczyło światło. Klacz skoczyła i poczuła przeszywający bół. Ktoś natychmiast do niej podbiegł i położył na łóżku.
-Jest coraz gorzej- usłyszała.
Nie mogła dostrzec osoby. Zamrugała oczyma. Widziała tylko i wyłącznie światło.
-Czy tylko z nią Kareo?- ten głos był znajomy
Czyżby to naprawdę była pani Angel?
-Niestety tak Angel. Prawdopodobnie oślepła na skutek tej trucizny. Nie wiem jak to możliwe. Dla chanelingów wypicie czegoś innego niż esencji miłości oznacza śmierć.
-Masz rację, to dziwne. Jak wiele jej krwi wypił?
Krwi? Minty oprzytomniała. Przypomniała sobie, że ten chaneling, albo raczej chanterlin który ją zaatakował miał dłuższe i ostrzejsze kły niż jego zwykła forma. Nieznajomy mówił jej, że one żywią się krwią.
-Nie do końca jestem pewna, ale na jej nieszczęście dużą.
-Ilu przeżyło ten atak?
A więc to był atak.
-Niewielu. Ledwie dwudziestu. Jej chyba nie można liczyć.
White Angel przeklęła pod nosem.
-Zaczynam poważnie zastanawiać się nad odesłaniem ich do domów.
-Nie rób tego. Dla niektórych to miejsce jest schronieniem przed kpinami i brakiem uprzejmości.
-Masz rację. Powinnyśmy przynajmniej spróbować utrzymać ten akademik. Najwyżej będziemy uczyć tylko tę dwudziestkę. Tylko zastanawiam się jak powiemy pozostałym rodzinom o śmierci ich pociech.
-To zostaw mnie.
-Miejmy nadzieje, że ten twój talent do przemawiania coś da.
Klacz się rozeszły. Jedna szła w stronę Minty.
-A więc myślą, że umrę.- pomyślała
Poczuła, że coś jej się wbija w grzbiet.
-Spokojnie, tylko chcę ci pomóc.- usłyszała głos Karei
Zrobiła się senna. Zamknęła oczy i zasnęła.
                                                                      ***
Minty obudziła się. Chyba. Widziała tylko światło. Zresztą... teraz nie mogła zobaczyć niczego innego. A może obecnie była w tym miejscu, gdzie znajdują się kuce po śmierci? Nie wiedziała. Nagle poczuła, że ktoś się do niej zbliża. Odwróciła się i powiedziała wprost
-Daj mi spokój.
Miała dość. Jeśli tylu umarło i to prawdopodobnie z jej powodu to po co żyć? Będą ją oskarżać, gardzić nią... może nawet dojdzie do tego, że zostanie wygnana. Zresztą, sama nie wiedziała jak da radę żyć dalej z świadomością, że to właśnie przez nią zginęło tylu uczniów. Łzy zaczęły jej płynąć po policzkach.
-Zawsze warto spróbować odnaleźć sens życia.- usłyszała- Nawet w takich sytuacjach.
Minty od razu domyśliła się kto to był. Nieznajomy.
-Łatwo ci mówić.- powiedziała- To nie z twojego powodu zostały zabite setki uczniów.
-Może masz rację, ale postaram ci się pomóc.
Spojrzała na niego.
-Jak on może tak myśleć- pomyślała- Niech sobie paraduje w tej białej pelerynce i zajmuje się swoimi sprawami.
W tym momencie zgłupiała. Pomachała sobie kopytem przed oczyma. Widziała! Naprawdę widziała!
-Dziękuję.- powiedziała do nieznajomego.
-Nie ma za co. Pozwoliłem sobie zabrać twój naszyjnik. Teraz twoja misja to coś więcej. Musisz ostrzec tych mieszkających w miejscu zaznaczonym na mapie. Powodzenia.
Minty poczuła, że wraca do rzeczywistości.
                                                                     ***
Obudziła się. Zobaczyła, że nikogo nie ma. Pobiegła do swojego pokoju. Był wprawdzie dość zrujnowany, ale na łóżku leżała mapa, plecak i kapelusz w stylu Darning Do. Musiała wyświadczyć mu przysługę za to co jej zrobił. Otworzyła plecak. Znalazła w nim jedzenie, picie, łuk, krzesiwo oraz kilka innych rzeczy. Musiała uciec jak najszybciej. Włożyła mapę do plecaka i pognała do szpitala. Przypadkiem obudziła Grand Diamond.
-Co ty tu wyprawiasz?!- zapytała
-Bądź trochę ciszej. Uciekam jeśli o to chodzi. Mam coś do zrobienia.
Wyskoczyła przez otwarte okno i użyła zaklęcia lewitacji, żeby utrzymać się w powietrzu. Coś wypadło jej z plecaka. Cofnęła zaklęcie, żeby móc podnieść owe rzeczy. Znalazła dziennik i długopis.

-Mogłam się tego spodziewać- mruknęła pod nosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz