niedziela, 19 maja 2013

Rozdział IX Siła lotu, potęga mocy

Może mi się zdaje, ale ASM po poprawce zaczyna przypominać typowy Dark. Nie wiem jak się wam podoba ta poprawa, więc komentujcie. Miłej lektury!


Galanteria nie chciała otworzyć powiek. Już po chwili poczuła, że leży na spróchniałych gałęziach. Ostrożnie otworzyła oczy. Obok niej znajdowała się Grand Diamond. Klacz spojrzała na nią. Pegazka wydawała się zdziwiona. Przecież jeszcze minutę temu była w akademiku.
-Musiałam utknąć obok ciebie ofiaro? Pewnie nawet nie będziesz umiała wezwać pomocy-zadrwiła Grand Diamond i zwinęła się z bólu. Jej skrzydła były prawdopodobnie złamane, sączyła się z nich krew.
-Czy możesz przestać?! Nie widzisz w jakiej jesteśmy sytuacji?- krzyknęła Galanteria i patrząc na towarzyszkę zamilkła.
-Widzę. To twoja wina- warknęła i próbując wstać, upadła na ziemię.
-Wiesz, może zawiadomimy pomoc?- podsunęła Galanteria i wspierając na sobie Grand Diamond, ruszyły przez gąszcz.
Znajdowały się w lesie. Gdzieniegdzie widać było drzewa przez które prześwitywało blade światło.
Nagle Grand Diamond zalała się łzami, a Galanteria stanęła przerażona. To był przerażający widok.
Na spalonych połaciach ziemi stał akademik. Skrzydło szpitalnie waliło się powoli, nawet z gąszczu słychać było odgłosy walki. Przed akademikiem płonął ogień. Na kilka sekund Galanteria i Grand Diamond objęły się, jak przyjaciółki. Zapomniały, że były wrogami.
                                                            ***
Tymczasem w szkole czarny alicorn wędrował. Spojrzał na zemdlone bądź ranne postacie kucyków.
To nie miało tak być.
-Najwidoczniej tak to zrozumiała- westchnął i ciągnąc czarną pelerynę po twardym dziedzińcu, spojrzał w dal.
Rzeczywiście, powinien wyjawić Galanterii prawie całą tajemnicę i wszystko o Gardenach.
Ale nie teraz.
Nie dzisiaj. Z betonu podniosła się miętowa jednorożka.
-Ty... Ty potworze!
-Uwierz mi. Nie chciałem tego zrobić.
-N.. Nie wierzę ci- Minty z trudem stała na nogach
-Ale tak było
-J... Ja Bendę walczyć do końca!- krzyknęła Minty
-Wiesz kim jestem?
Minty była wyraźnie zaskoczona tym pytaniem. Niedość, że alicorn odbiegał od tematu to jeszcze pytał się kim jest.
-Nie- odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Więc nie wiesz co jestem w stanie zrobić.
Poszedł dalej. Minty wodziła za nim zdziwionym wzrokiem. Alicorn stanął na środku dziedzińca. Jego róg zalśnił światłem. Poszybował w górę. Całą najbliższą okolicę ogarnęło światło. Minty patrzyła na to przerażona. Kiedy blask światła zmalał, można było dostrzec wielki trójkąt. Przy jego prawym ramieniu był czarny pegaz, po lewym jednorożec o tej samej barwie, a na samym szczycie on- czarny alicorn. Cały akademik zaczął się powoli odbudowywać. Wszystkie ranne kuce wstały, tak samo jak te, które zemdlały. Wszystko zniknęło. Tak, jakby do tego wydarzenia w ogóle nie doszło.
                                                              ***
Grand Diamond wpatrywała się zdziwiona w trójkąt nad akademikiem.
-O nie.- powiedziała Galanteria
-Wiesz co to jest???
-Niestety tak. To oksyon, symbol trójki. W dawnych czasach był on uważany za symbol ciemności. Zakładam, że nie bez powodu.
-Skąd wiesz???
-Czytałam.
-Gdzie??
-W książce.
-W jakiej?              
Ziemska klacz była już zirytowana ciągłymi pytaniami koleżanki.
-Ciemnozielonej.
Nagle Galanteria coś sobie uświadomiła.
-Musimy uciekać.
-Niby jak?
Galanteria zamyśliła się na chwilę.
-Chyba mam pomysł
Klacz poczuła znany dreszcz przenikający jej całe ciało. Podeszła do Grand Diamond i dotknęła jej skrzydeł kopytem. Rana przestała krwawić i Grand Diamond mogła spokojnie latać.
-Wiem, że zadręczam cię pytaniami, ale jak to w ogóle robisz? Czegoś takiego w życiu nie robiłaś.
-To zawsze wychodzi samo. Nad tym dymem nauczyłam się panować, ale  przy reszcie zawsze czuję dreszcze i już wiem, że jestem w stanie to zrobić.
-A ty?- zapytała
-A ja mam kolejny pomysł.- odpowiedziała żartobliwie- Leć pierwsza. Dogonię cię.
-W powietrzu???
-Tak. Jeśli chcesz wiedzieć jak, to uwierz, że mam swoje sposoby.
-Niech ci będzie.
Grand Diamond rozpostarła skrzydła i wzniosła się w powietrze. Galanteria wystartowała galopem, a potem przyspieszyła do cwału. Wiedziała co zrobić. To samo co na zawodach Przeskoczyła nad przydrożnym pieńkiem. To samo uczucie. Wielka energia i wyrastające skrzydła. Uczucie nie zniknęło. Klacz popatrzyła na boki z których wyrastała para różowych skrzydeł.
-Raz kozie śmierć.- pomyślała Galanteria po czym rozpostarła skrzydła
Wzniosła się. To było cudowne uczucie. Powietrze, wiatr i chmury. W dali spostrzegła Grand Diamond. Przyśpieszyła bez większych problemów i przeleciała obok Grand Diamond, która zdziwiona wodziła za nią wzrokiem.
-A ja myślałam, że po tymczasowej zmianie w kamień nic mnie nie zaskoczy.
-Pomyłka. Na zawodach przypadkiem coś takiego zrobiłam i widocznie dalej to umiem. Zresztą, po co ja filozofuje. Musimy lecieć.
                                                               ***
Przyjaciółki leciały już dość długo, mimo to nie miały zamiaru odpocząć. Nagle Grand Diamond zaczęła gwałtownie zniżać lot.
-Co się dzieje???!!!
-Nie wiem. Nie jestem w stanie latać.
-Lecimy wprawdzie dość długo, ale...- klacz nie zdążyła dokończyć.
W ułamku sekundy zniknęły jej skrzydła. Spadała. Nawet nie wiedziała jak szybko. Pamiętała tylko czerń i okrzyk:
-Nieee!!!
                                                                 ***
Najpierw była czerń, a potem wszystko nabrało barw. Była w akademiku. A konkretnie na dziedzińcu. Była pewna, że kilka godzin po odbudowaniu. Wszystko wyglądało jak apel, tylko nie było dekoracji.
-Chyba uderzyłam się w głowę- pomyślała
 Tłumy uczniów stały przed Divine Roses. Podeszła do nich. Nagle do Sali wszedł czarny alicorn.
-A ty tu po co?- rzuciła Divine Roses
-Po coś co mi się należy.- odpowiedział
-Niemam pojęcia o co ci chodzi.
-Oboje dobrze wiemy, że to kłamstwo.
-Dość!- krzyknęła
Jej róg zalśnił, a alicorn wylądował na podłodze.
-Wiesz, że jest wprost przeciwnie.- powiedziała szeptem- To ty masz coś co należy do mnie.
Jej róg zalśnił ponownie. Między nią i alicornnem stanęła Minty.
-Zejdź mi z drogi smarkaczu! To sprawa miedzy mną a Veiderem!- nauczycielka wyglądała na wściekłą, ale i zdziwioną
-I co mnie to!?
Divine Roses wyglądała na jeszcze bardziej zaskoczoną.
-Zakładam, że ty jesteś winna- ciągnęła Minty- Może oddałabyś mu to po co przyszedł. On odbudował akademik, więc jesteś mu coś winna.
Nie tylko Divine Roses była zdziwiona. Veider również.
-Słuchaj mała. Nie umiesz czarować tak dobrze jak ja, więc zejdź mi z drogi!- nauczycielka straciła cierpliwość- Bo...
-Bo co? Dasz mi dyżur w bibliotece na najbliższy tydzień? Już się boję. Po prostu umieram ze strachu. Co z tego, że jesteś starsza ode mnie? Od własnych uczniów mogłabyś się czegoś nauczyć
-Ona ma rację- pomyślał Veider
-Żaden smarkacz nie stanie mi na drodze!- róg Divine Roses zalśnił jeszcze bardziej.
Alicorn wstał natychmiast.
-Nie podniesiesz na nią kopyta!- powiedział
Jego róg również zalśnił. Przyłożył go natychmiast do gardła Divine Roses, która padła bez życia na podłogę.
-Dziękuję.- powiedział
Jego róg zalśnił ponownie i po chwili zamienił się w czarną mgłę. Po dziedzińcu rozchodziły się nie wypowiedziane przez nikogo słowa:
-Obowiązki Divine Roses przejmuję White Angel.
Wszystko pociemniało.
-No tak.- pomyślała Galanteria- Jedank nie uderzyłam się w głowę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz