Galanteria spróbowała się podnieść.
Nagle w tylnim, prawym kopycie poczuła przeszywający ból. Nagle całe życie
przeleciało jej przed oczyma. Gdy miała 7 lat poszła do szkoły. Znała doskonale
odpowiedź na każde pytanie. Z powodu jej inteligencji przeniesiono ją do
szóstej klasy. Tam też wszystko wiedziała. Jej pierwszy rok szkolny można było
uznać za „szukanie odpowiedniej szkoły”. Kolejny rok chodziła do liceum, a
potem trafiła do Belatons High School- szkoły, dla najbardziej utalentowanych.
Teraz- 10 lat i TO.
***
W nieprzeniknionej ciemności Minty
co chwilę spoglądała w inne miejsce. Wiedziała, że to tylko sen, ale coś było
nie tak. Nagle z ciemności wyłoniło się coś. Minty spojrzała w tamtą stronę.
-Dziękuję- usłyszała
Nagle wszystko zrozumiała. To nie
był zwykły sen. Czarny alicorn przedostał się do jej podświadomości. Tylko jak?
Nawet w tych czasach uważano, że to niemożliwe.
-Istnieje jeszcze pewna sprawa.
Kiedy stanęłaś w mojej obronie zrozumiałem, że mogę ci zaufać. Dotrzymasz tajemnicy?
Przytaknęła. Nie wiedziała o co mu
może chodzić, ale postanowiła zaufać mu.
-Twoja była wychowawczyni jeszcze
żyje...
-Żyje?!- Minty krzyknęła- Ale to
przecież niemożliwe. Sama widziałam jak...
-Widziałaś, owszem. Niestety, nie
znasz całej prawdy. Od czasów kiedy te sławne przyjaciółki pokonały wszelkie
zło, wszyscy zaczęli myśleć, że ono już nie istnieje. Błąd. Zło do dzisiaj
ukrywa się, by kiedy wszyscy uwierzą, że już nie istnieje- zaatakować. Niedługo
po pozornym pokonaniu zło odkryło zupełnie nową siłę- czarną magię. Siła ta
jest w stanie zrobić wszystko. W dawnych czasach podejrzewano istnienie tak
wielkiej siły, ale niestety, nikt nie brał tego na poważnie. Twoja
wychowawczyni była wysłaną czarnych sił. Od dziecka uczyło ją grono
najpotężniejszych czarnych magów, by mogła opanować tę sztukę do perfekcji.
-Czyli...
-Niestety tak. Może zrobić to w
każdej chwili. Jeśli stanie się tak, jak przypuszczam postaraj się wysłać myśli
w czas i przestrzeń.
-Dobrze.
***
Galanteria powoli otworzyła oczy. To
co zobaczyła niezmiernie ją zaskoczyło. Pośrodku niewielkiego ciemnozielonego pokoiku- czy czymkolwiek to było- lewitował
czarny alicorn. Koło niego był położony miecz. W głowie Galanterii natychmiast
zrodził się plan działania. Nie zważając na ból, skoczyła w stronę miecza. W
ułamku sekundy zawisła w powietrzu.
-Daj sobie pomóc- usłyszała
Przeraziła się nie na żarty.
Doskonale znała osobę do której należał. Morderca.
-A więc dalej mi nie ufasz?- zapytał
-Nie!- krzyknęła
Spojrzała na niego. Nagle jej umysł
zalała fala bólu. Wszystkie myśli, uczucia i wiedza należąca do niego była w
jej umyśle.
-Czy ja... Naprawdę należę do
Gardenów?
-Tak.- powiedział
Wszystkie myśli wróciły do umysłu
czarnego alicorna, tylko ta jedna informacja została w umyśle Galanterii.
-Starałem się powiedzieć ci to od
razu, ale było to zbyt ryzykowne.- powiedział
-Bo?- zapytała
-Twoja była wychowawczyni nie jest
do końca tym, za kogo się podaje.
-Była?
-Już nie żyje. Może...
-Jak to może? To w końcu żyje, czy
nie?
-Zbyt wiele pytań zadajesz Galantry
Garden. Dowiesz się więcej. Kiedyś.
Nagle, nie wiedząc czemu osunęła się
na ziemię.
-Tak będzie lepiej- to były ostatnie
słowa jakie usłyszała
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz